Dzis jest Czwartek, 20.07.2017 Imieniny: Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny
 
Strona główna - aktualności

Na zielonej Bukowinie

W Pleszy trudno spotkać Rumuna. - Tutaj sami Polacy - mówią miejscowi



Plesza - malowniczo położona polska wioska na rumuńskiej Bukowinie.
Fot: DARIUSZ DELMANOWICZ
Bolek Majerik, rzeźbiarz-samouk, marzy o studiach w Polsce. Za kilka dni zdaje egzaminy na poznańską Akademię Sztuk Pięknych. Gdy dostanie dyplom artysty, wróci do Pleszy.

Niewielka wioska na Bukowinie, zagubiona pośród lasów. Położona na zboczu góry Plesza. Mieszkają tu sami Polacy. Potomkowie górników z Bochni i Wieliczki. Sprowadził ich tu rząd austriacki w 1774 roku. Znają swoje korzenie.

Ludzie żyją skromnie

Bolek Majerik chce studiować na poznańskiej ASP.
Fot: DARIUSZ DELMANOWICZ
To nie jedyna polska osada w tym rejonie. Jest jeszcze Nowy Sołoniec, Polana Mikuli i Kaczyka. Ludzie żyją skromnie, ubogo. - Ziemniaki rodzą się wielkości orzechów - opowiada Józef Moldovan, niegdyś sołtys Pleszy. - Dobrze, że takie są. Lepsze to, niż nic. W tym roku ciągle padało. Ulewy, gradobicia. Woda wypłukała ziarno z ziemi. Zabrała uprawy.
W okolicznych wioskach wciąż jeszcze widać skutki nawałnic. Górskie potoki zamieniły się w rwące rzeki. Żywioł zabierał domy, nawet całe gospodarstwa, niszczył mosty. Wielu szkód nadal nie usunięto.
- Nie ma wyjścia, trzeba jakoś żyć - Moldovan zamyśla się. - Zresztą, co nam zostało? Mamy płakać, żalić się, rozpaczać? Nie! Po prostu, przywykliśmy.

Zawiedzione nadzieje

W 1996r. na rumuńską Bukowinę przyjechał prezydent Kwaśniewski. Tutejsi Polacy niecierpliwie czekali na spotkanie.
- Wysiadł z limuzyny - wspomina Ignacy Longier z Nowego Słońca. - Przeszedł kilkanaście metrów przez wioskę i ubrudził sobie buty. Wiadomo, u nas wszędzie błoto. Wtedy przystanął i powiedział, że wybuduje nam drogę: porządną, asfaltową.
Ale się ludzie cieszyli. Wierzyli, że wkrótce przestaną tytłać się w błocie. I przestali, ale nie wszyscy. Droga Aleksandra, jak nazywają ją miejscowi, kończy się tuż za ostatnimi zabudowaniami Nowego Sołońca. A miała biec do Pleszy.
- O nas zapomnieli - denerwuje się Moldovan. - Do Nowego Sołońca dalej musimy chodzić przez las. Półtora godzinna przeprawa.
Do Pleszy można się dostać jeszcze od strony Humorului. Droga w opłakanym stanie. Nawet wozem ciężko przejechać. Robotnicy już zabrali się do jej odwadniania. Pracują, ale z dużymi przerwami: na piwo i papierosy.

Bolek jedzie do Polski

Większość Polaków mieszkających na Bukowinie nigdy nie była w Polsce. Ojczyznę przodków znają z książek, opowiadań, telewizji. Bolek Majerik (37 l.) wierzy, że niebawem na dłużej zawita do naszego kraju. Rzeźbiarz - samouk. Ma talent. Ale to za mało. Chce się kształcić. Za kilka dni zdaje egzaminy na ASP w Poznaniu.
- Jeśli zdam - uśmiecha się - będę najstarszym studentem studiów dziennych na tej uczelni i w Polsce. A po dyplomie wracam do Pleszy - zastrzega. To jego miejsce na ziemi. Tutaj czuje się szczęśliwy.
Majerik rzeźbi od 15 lat. Najbardziej lubi w kamieniu. Ale nie gardzi drewnem. Jedno i drugie ma pod ręką. Wysoko w górach na obrzeżach Pleszy są głazy, a na nich ponad metrowe płaskorzeźby - dzieła Bolka. Postacie z Biblii, akty.
- Wcześniej dużo rysował - dodaje Antonina Majerik, matka artysty. - Teraz bez reszty oddał się rzeźbieniu. Będzie mi go brakowało, kiedy wyjedzie do Polski.

Dużo słońca w Domu Polskim

Po upadku rządów Nicolae Causescu Polacy mieszkający w Rumunii wyszli z ukrycia. Skończyły się prześladowania. W szkołach dzieci znowu uczą się języka polskiego. A dodatkowo - rumuńskiego i francuskiego. W centrum Nowego Sołońca stoi Dom Polski. Miejscowi urządzają w nim spotkania, potańcówki, turyści traktują jako schronisko. W miniony weekend na scenie w świetlicy wystąpili uczestnicy I Bukowińskich Spotkań ze Sztuką. Wśród nich byli niepełnosprawni twórcy: malarze, rzeźbiarze, poeci. Imprezę wymyślił Marek Pantuła, przemyślanin zauroczony Bukowiną.
- Organizowałem pomoc humanitarną dla mieszkających tutaj Polaków, ale to za mało - zwierza się. - Czułem niedosyt. Tym razem przyjechaliśmy nie tylko z darami. Zawieźliśmy im również sztukę.
Karolina Perdek, niewidoma. Zachwyciła poezją śpiewaną. Sama akompaniowała sobie na gitarze. Leszek Mędrala z Huwnik porusza się na wózku inwalidzkim. Dzielnie zniósł trudy podróży do Rumunii (około 500 km w jedną stronę). Przez cały sobotni wieczór malował portrety Polaków z Bukowiny. A "Drewutnia" - lubelski zespół folkowy - chociaż występowała przed północą, porwała do tańca nawet najstarszych.

"Frania" od kupców

Tylko wozem można było dojechać do Pleszy i zawieŸć dary od kupców.
Fot: DARIUSZ DELMANOWICZ
Sebastian Sawa z Palinoasy ma 3 latka. Kurczowo trzyma się babci. W ręce ściska reklamówkę ze słodyczami. Dostał ją przed chwilą w prezencie od gości z Polski.
- Dziękuję - mówi malec. - A powiedz jeszcze "Wierzę w Boga ..." - zachęca go babcia.
Członkowie przemyskiego oddziału Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej zawieźli na Bukowinę kilkaset kilogramów darów: żywność, odzież, artykuły chemiczne. Przywieźli nawet pralkę "Franię".
- To taka odrobina radości, jaką mogliśmy im podarować - wzrusza się Zbigniew Kurzywilk, szefujący kupcom. - Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś tam pojedziemy.


Dariusz Delmanowicz
Korespondencja własna z Rumunii

d.delmanowicz@gcnowiny.pl


Stronę odwiedziło 123182 osób.